Czy jestem po prostu potworem? Minęły 4 lata, odkąd waga mojej żony wymknęła się spod kontroli i zaczynam się bać o swoją duszę. Prawda jest taka, że po prostu nie lubię przebywać w towarzystwie otyłej osoby przez dłuższy czas. Historycznie, uznawanie otyłości za nieatrakcyjną nie jest rzadkością wśród mężów, ale dzisiaj przyznanie, że waga jest głównym czynnikiem, wydaje się niemal nielegalne. Powoduje to u mnie wiele zamieszania i cierpienia. Idealny czas, który chciałbym spędzać na wspólnych aktywnościach z nią, prawdopodobnie ogranicza się do momentów, gdy jest w bezruchu—około dziesięciu minut dziennie, może 2 razy dziennie, pod warunkiem, że siedzi i nie oddycha ciężko. Moje uczucia miłości do niej są całkowicie silne, ale jeśli muszę patrzeć, jak próbuje przejść przez wąski korytarz lub słuchać strukturalnych jęków naszej sofy przez więcej niż około 10 minut, zaczynam się gotować. Staram się to ignorować, ale to nie działa. Jest 9 rano w tę sobotę, 3 stycznia. To słoneczny, ciepły dzień tutaj w Austin, a ona błaga mnie, żebym poszedł do miejsca na brunch. Piłem kawę, wciąż się budząc, więc nie miałem na to ochoty, ale w jej rozmiarze, jej pragnienie spożywania kalorii jest nieugaszone. Błagała i błagała, lekko dysząc z wysiłku, więc ustąpiłem, z uśmiechem. Nie mam problemu z byciem miłym i kochającym mężem, problem polega tylko na tym, że nie czerpię przyjemności z logistyki poruszania tym ludzkim barem. Nie chodzi o to, że próbuję maksymalizować swoją osobistą przyjemność; po prostu wydaje się złe, że doświadczam tak mało radości, gdy moi przyjaciele twierdzą, że uwielbiają zabierać swoje normalnej wielkości żony na zewnątrz. Było pięknie. Mieszkamy na malowniczej, obsadzonej drzewami ulicy. Jestem nawet stosunkowo zrelaksowany po świątecznym wypoczynku. Poranna wycieczka z żoną powinna być ikonicznym, szczytowym doświadczeniem. A jednak przez każdą minutę, wewnętrznie, po prostu nie chcę tam być. Idę w ślimaczym tempie, słuchając tarcia jej ud ocierających się o siebie—dźwięk jak dwa kordowe poduszki walczące na śmierć i życie—i ciężkiego, mokrego oddechu świni w saunie. Po intensywnym wyjściu z samochodu poci się obficie, jej legginsy spandex trzymają się życia, modląc się do bogów poliestru o siłę. Po prostu chcę w spokoju pić swoją kawę. Potem czuję się winny i absurdalnie niewdzięczny oraz zawstydzony. Wiem, że jeśli dostanie zawału, będę pragnął mieć te dni z powrotem. Mam tę perspektywę racjonalnie, ale nic nie naprawia mnie emocjonalnie. Czy jestem straszną osobą? A może moje uczucia mieszczą się w pewnym zakresie historycznie normalnym, a to nowoczesne normy akceptacji otyłości są nieodpowiednie? Niezależnie od tego, czy to moja wina, czy nie, nie obchodzi mnie to, po prostu chcę to zrozumieć. Coś jest nie tak i nie mam już wymówki, że jestem nowy w tym.