Życie przedsiębiorcy może być brutalnie trudne. Ale nikt o tym nie mówi. Czas na mocnego drinka i kilka słów o jednych z najbardziej stresujących okresów w moim życiu.
Rzecz w byciu przedsiębiorcą polega na tym, że nie ma nikogo, kogo możesz poprosić o pomoc. Nie ma szefa, do którego możesz zadzwonić i zrzucić na niego naprawdę trudne problemy.
I nie ma żadnego udokumentowanego doświadczenia ani „sposobu działania”, który byłby sprawdzony. Więc masz to ciągłe uczucie niepokoju, że to, co robię, może nie zadziałać i mogę stracić dużo pieniędzy.
Kiedy nasza firma zajmująca się przechowywaniem rzeczy dla studentów zaczęła się rozwijać na początku, było to równie stresujące, ponieważ nie mieliśmy pojęcia, co robimy.
Byłem studentem ostatniego roku, próbując ukończyć studia i zakończyć swoją karierę w lekkoatletyce. Znalazłem się w hotelu w noc przed zawodami, odpowiadając na telefony i e-maile z obsługi klienta aż do 2 w nocy. A pomiędzy wydarzeniami w dniu zawodów.
Mój pierwszy prawdziwy kryzys miał miejsce rok później na ulicach Bostonu. Byliśmy 10 dni w szalonym okresie pracy. 20-godzinne dni. Nasza siła robocza była przytłoczona, a w środku jednego dnia dwóch pracowników zrezygnowało i porzuciło dwa samochody pełne rzeczy klientów na ulicach miasta.
Nie mieliśmy już pracowników, więc pojechałem na rowerze do ciężarówki i samodzielnie rozładowałem ją przez miasto między 9:00 a 15:00. Potem pojechałem na rowerze do drugiej ciężarówki i zrobiłem to samo między 16:00 a północą.
W okolicach południa jeden z naszych ludzi wysłał mi wiadomość, że uszkodził dach. Jechał ciężarówką po drodze tylko dla samochodów w Bostonie. Nie jest tak źle, powiedział. Kazałem mu wysłać mi zdjęcie i to jest to, co dostałem.
W pewnym momencie, gdy coraz więcej pracowników zgłaszało nieobecność na następny dzień, a ja nie zatrzymałem się, aby zjeść lub napić się czegokolwiek przez ponad 8 godzin, położyłem się na chodniku i płakałem. Zadzwoniłem do mojej matki. Płakałem jeszcze bardziej. Nie chciałem niczego więcej, jak tylko przestać to robić i wrócić do mojego łóżka.
Ale mieliśmy setki innych klientów, którzy potrzebowali dostawy, więc piekło trwało kolejne 6 dni. Ledwo przez to przeszliśmy, a nasza firma pozostała w jednym kawałku.
W moim pierwszym projekcie rozwoju magazynów samoobsługowych, 3 lata później, zebraliśmy ponad 500 tys. dolarów od rodziny i przyjaciół, aby zbudować budynek w budżecie 1,8 mln dolarów. Kupiliśmy działkę i zabraliśmy się do pracy. Ale niespodzianka po niespodziance zrujnowała nasz budżet. Ostatecznie wydaliśmy 2,4 mln dolarów.
Musiałem do nich wszystkich zadzwonić i próbować ich przekonać (+ bank) do włożenia więcej pieniędzy, ponieważ byłem całkowicie bez środków. Byliśmy kilka tygodni od całkowitego wyczerpania, kiedy w końcu udało nam się zdobyć fundusze. Ale myśleliśmy, że stracimy wszystko i skończymy z budynkiem w połowie ukończonym.
Kiedy covid uderzył, mieliśmy 4 pracowników i żadnych magazynów, a nasze uczelnie zaczęły wysyłać dzieci do domu z bardzo małym wyprzedzeniem. Musieliśmy przewrócić nasz model biznesowy do góry nogami, pracować po 20 godzin dziennie, lecieć do DC i Ithaki oraz pakować pokoje w akademikach dzieci, korzystając z FaceTime.
Musieliśmy zatrudnić 70 pracowników, zawrzeć umowy na tysiące stóp kwadratowych przestrzeni w miastach o wysokich kosztach życia, znaleźć sposób na dostarczenie materiałów do pakowania na miejsce w ciągu kilku dni oraz zorganizować zakwaterowanie dla całego naszego zespołu podczas pandemii.
To były dwa miesiące piekła. Wydawanie dziesiątek tysięcy dziennie na pracę na warunkach net 120. I budowanie zupełnie nowego modelu biznesowego w trakcie, gdy wszyscy nasi klienci byli niesamowicie zestresowani. Szaleństwo odpowiedzialności i oczekiwań ze strony uniwersytetów i klientów.
Kupiliśmy obiekt magazynowy na aukcji w 2019 roku. Tylko po to, aby odkryć, że 130 z 185 jednostek miało porzucone przedmioty w środku, ponieważ właściciel miał poważną demencję i stracił nad nimi kontrolę. Musieliśmy spróbować je zlokalizować i zorganizować aukcję każdej jednostki. Wzięliśmy na siebie ogromną odpowiedzialność.
To są rzeczy, o których ludzie nie mówią. Słyszysz o pieniądzach, prywatnych odrzutowcach, wygranych. Nie słyszysz o zmaganiach, które towarzyszą budowaniu samolotu, gdy wznosi się w powietrze. Bez spadochronów na pokładzie.
Przedsiębiorczość cię pokornieje. I złamie cię. I nie masz nikogo, kto by cię uratował, poza sobą i odrobiną szczęścia.
Były dni, kiedy ktoś mógłby do mnie zadzwonić i zaoferować mi pracę, a ja bym ją przyjął. Wszystko się wzdrygnęło. I zrezygnowałem.
Były dni, kiedy budzik dzwonił o 4:30 rano, a ja leżałem tam przez chwilę, wiedząc, że przede mną 20 brutalnych godzin ciężkiej pracy. I 10 dni takich jak ten w planie. I absolutnie żadnej innej opcji, ponieważ byłem zbyt głęboko, by się poddać. Zbyt wielu klientów i pracowników liczyło na mnie. I dziecko w domu oraz kredyt hipoteczny do spłacenia.
I to sprawia, że jesteś pierdolonym przerażony. I niespokojny. I pełen wątpliwości. I absolutnie nieszczęśliwy.
Dla każdej osoby takiej jak ja, która miała szczęście wyjść cało na drugą stronę... Są setki tysięcy historii, które kończą się niepowodzeniem. Upadłość. Złamane ego i zrujnowane gospodarstwa domowe. To życie nie jest takie, jak większość ludzi każe ci myśleć.
Jeśli kiedykolwiek musiałeś zwolnić swojego najlepszego przyjaciela lub pchnąć swoje ciało do jego fizycznych i psychicznych granic, wiesz, co mam na myśli. Nie ma nic zabawnego w 99% tych rzeczy.
Jeśli kiedykolwiek miałeś z rzędu piekielne dni przez kilka miesięcy i wróciłeś do domu do żony gotowej spakować się i uciec z bałaganu, który stworzyłeś. Lub jeśli kiedykolwiek miałeś wszystko na szali i wszystkie żetony na stole i czułeś się całkowicie i kompletnie bezradny. To sprawia, że wzloty są wyższe, a radość z wygranej jeszcze słodsza. Ale jakim kosztem? Czasami zastanawiamy się, po co w ogóle to robimy.
A najgorsze jest to... Jeśli zawiedziesz. I wszystko pójdzie na marne. Wiesz, głęboko w sobie, że to wszystko jest w 100% na tobie. Nie byłeś wystarczająco dobry. Twoje decyzje nie były wystarczająco dobre.
Nie masz szefa, którego można obwiniać. Nie ma palców do wskazywania. To ostateczna odpowiedzialność. A zrozumienie tego, gdy czasy stają się trudne, a porażka jest łatwa do zobaczenia tuż przed tobą... To trudna część przedsiębiorczości.
689