Ludzie ciągle mówią, że to wstyd, że inwestorzy detaliczni nie mieli dostępu do Anthropic, OpenAI, Stripe, SpaceX i innych oraz nie mogli dotychczas dzielić się zyskami tych firm. Dlaczego inwestorzy detaliczni czują się uprawnieni do bycia na tych listach kapitałowych? Wydaje się, że ludzie mylą ideę, że przepisy dotyczące inwestorów akredytowanych są łamane i że kosztowne oraz uciążliwe jest wejście na giełdę, z myśleniem, że zasługują na prawo do dzielenia się zyskami tych firm. To nie tak, że stworzyliśmy tę wartość, ja na pewno nie. To także nie tak, że hamujemy rozwój tych firm, ponieważ pieniędzy tam nie ma. Pieniądze są, Anthropic właśnie pozyskał 30 miliardów na rynkach prywatnych. Jest mnóstwo pieniędzy do rozdania, wiele z tych rund jest nadal nadsubskrybowanych przy tych astronomicznych wycenach. Oczywiście, chciałbym mieć dostęp do Stripe w YC lub serii A Anthropic, ale również chciałbym zainwestować w hydraulika w moim rodzinnym mieście, który praktycznie przejął mój region i bardzo podejrzewam, że teraz zarabia 7 cyfr rocznie, ale nie narzekam na to, to prawie wydaje się być poczuciem uprawnienia z nowego pokolenia inwestorów, może nawet nieporozumieniem kapitalizmu. Są realne powody, dla których wszyscy się zgadzamy, dlaczego 1. Firmy niekoniecznie chcą być publiczne i 2. Ty, jako założyciel, chcesz mieć kontrolę nad tym, kto jest na twojej liście kapitałowej. To drugie jest ważne dla założycieli, którzy nie chcą być niepokojeni przez uciążliwych krytyków z papierowymi rękami, mając do wyboru między Sequoia i/lub Dragoneer a tysiącem krzyczących proli fintech lub crypto twitter, założyciele wybiorą tych pierwszych z oczywistych powodów. Tak czy inaczej, moją osobistą teorią na temat tego, dlaczego inwestorzy detaliczni czują to poczucie uprawnienia (co jest bardzo ogólnikowe i oparte na wrażeniach, żeby było jasne) jest to, że inwestowanie wydaje się przynajmniej z zewnątrz być całkowicie związane z wczesnym wejściem. Jakby to *było* przewagą. Zostaliśmy zaprogramowani, aby myśleć o wszystkim w kontekście „wyjść”. To było i jest bardzo widoczne w kryptowalutach: fundusz inwestował w seed przy wycenie 20 milionów dolarów, 6 miesięcy później robili rundę przy wycenie 100 milionów, a rok później ten projekt miał TGE przy 500 milionach lub wyżej. Wiele (naprawdę, wiele. Jak większość) z tych projektów potem krwawiło przez następne 4 lata. Wszystkie zyski były zatrzymywane w tych prywatnych rundach, ale problem nie polegał na tym, czy było to publiczne czy prywatne, łatwo dostępne czy odgrodzone, chodziło o to, że te projekty nie zarabiały pieniędzy i nigdy nie powinny były być wyceniane w ten sposób. Inwestowanie stało się grą w gorącego ziemniaka i inwestorzy detaliczni nie rozumieją, dlaczego nie mogą również grać w gorącego ziemniaka, co jest sprawiedliwe, ale jest to odejście od myślenia, że celem inwestowania, celem stworzenia jednorożca lub dekakorna czy następnego Tesli jest stworzenie wartości, która następnie przynosi dużo pieniędzy, które są zwracane akcjonariuszom. Sympatyzuję z inwestorami detalicznymi, widząc ludzi, którzy nie wydają się tworzyć ogromnej wartości, uzyskując dostęp do tych firm, które tworzą ogromną wartość, ale ta rozbieżność między rynkami publicznymi a prywatnymi zamyka się tak samo, jak zamknęła się w kryptowalutach przez ostatnie 5 lat. Rozumiem również, że „gdy wszystko jest memem”, oferta i baza posiadaczy detalicznych *ma* znaczenie. Ale przede wszystkim, jeśli kryptowaluty nauczyły nas czegokolwiek, nie powinieneś pytać „dlaczego nie mogę być na tej liście kapitałowej?” A zamiast tego powinieneś pytać „dlaczego oni chcą *mnie* na tej liście kapitałowej?” gdy ta okazja w końcu się pojawi.
@icobeast Również rządowo subsydiowane nieruchomości to ponzi, co jest bardzo realnym problemem, aby być jasnym.
@FreddieFarmer Oto znacznie mniej mylący sposób na zilustrowanie części mojej tezy:
400