Wśród instytucji w Wielkiej Brytanii pojawia się nowe przekonanie, które jest tak niebezpieczne, jak i nieuczciwe. Mówi się, że wieś jest "zbyt biała." Nie zielona. Nie wiejska. Nie historyczna. Biała. A zatem problem do rozwiązania. To nie jest satyra. To oficjalna polityka. Raporty zlecone przez rząd opisują teraz wzgórza, pola, puby i ścieżki Anglii jako "białe środowisko," które ryzykuje, że stanie się "nieistotne," chyba że zostanie przekształcone, aby odzwierciedlać "wielokulturowy naród." Władze wiejskie są instruowane, aby przyciągać konkretne grupy etniczne, przekształcać dostęp, przepisywać interpretacje, dostosowywać zachowania i rebrandować samą kulturę. Wszystko opłacane przez podatników. To nie chodzi o dostęp do natury. Nikt nie jest wykluczony z chodzenia po wsi. Nie ma bram oznaczonych rasą. To, co jest kwestionowane, to nie wykluczenie, ale obecność. Niewłaściwi ludzie, w niewłaściwych liczbach, w niewłaściwym miejscu. Samotność jest podejrzana. Puby są "problematyczne." Psy są "barierą." Angielskość sama w sobie jest cicho przekształcana w formę wrogości. Po raz kolejny wzór jest znajomy. Najpierw język. Potem cele. Potem pieniądze. Kultura jest przekształcana w wadę. Ciągłość staje się "dominacją." Historia jest redukowana do optyki. A grupa, która zbudowała, utrzymała i zachowała te miejsca, jest informowana – grzecznie, biurokratycznie – że musi się dostosować lub ustąpić. Co sprawia, że ten moment jest inny, to fakt, że wieś nigdy nie była w kryzysie. Miasta były przekształcane przez presję, gęstość i niepowodzenia polityki. Wieś była stabilna. Zakorzeniona. Ta stabilność jest dokładnie powodem, dla którego teraz jest celem. Stanowi ona sprzeciw wobec idei, że ciągła demograficzna rotacja jest nieunikniona lub pożądana. Więc musi być skorygowana. To inżynieria demograficzna, a nie ochrona. Państwo zdecydowało, że narodowy krajobraz Anglii odzwierciedla niewłaściwą historię, a ta historia musi być przepisana. Marketing jest zmieniany, aby pokazać "właściwe" twarze. Działania są skierowane do "właściwych" grup. Normy zachowań są rewizjonowane. Ziemia pozostaje, ale znaczenie się zmienia. Mówi się nam, że to dlatego, że "wszyscy za to płacimy." Ale ten argument rozpada się w zetknięciu z rzeczywistością. Jeśli coś naprawdę należy do wszystkich, nie wyodrębniasz jednej grupy jako problemu i nie instruujesz jej, aby się zmieniła. Nie rasizujesz wspólnej przestrzeni. Nie traktujesz istniejącej kultury jako bariery do zburzenia. To nie jest inkluzja. To jest przesiedlenie przez politykę. Ta sama logika teraz przenika mieszkalnictwo, planowanie i migrację. Nowe miasta wrzucone w wioski. Użytki rolne poświęcone. Infrastruktura ignorowana. Liczby napędzają wszystko, zgoda nigdzie. Wieś nie jest już żywym dziedzictwem, ale pustą powierzchnią, na którą urzędnicy projektują wyniki społeczne. I zauważ asymetrię. Jedna grupa zawsze musi się dostosować. Jedna kultura zawsze musi się łagodzić, tłumaczyć, rozcieńczać. Inne są afirmowane, akceptowane, uspokajane. To samo mówi ci, że to nie chodzi o sprawiedliwość. Chodzi o władzę. Gdy raz zaakceptujesz, że sama Anglia jest problemem rasowym, nic nie jest bezpieczne. Nie wioski. Nie krajobrazy. Nie historia. To, co przetrwa, przetrwa tylko do momentu, gdy następny raport ogłosi je "nieprzedstawicielskim." Wieś nie potrzebuje reedukacji. Nie potrzebuje kwot rasowych, przepisanych zwyczajów ani akademickich wykładów na temat tego, kto należy. Potrzebuje obrony, ponieważ gdy państwo decyduje, że serce kraju jest "zbyt białe," już zdecydowało, że sam kraj musi się zmienić. A gdy ciągłość zostanie przerwana, nie wraca.