Slowmaxxing to najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić dla swojego mózgu. Nie aplikacje do medytacji. Nie nootropy. Nie zimne zanurzenia. Celowe, powolne czynności trenują trzy systemy nerwowe, które nowoczesne życie systematycznie niszczy. Po pierwsze: nerw błędny. Kiedy spędzasz 15 minut na parzeniu kawy metodą pour-over, robisz to, co Andrew Huberman nazywa celową aktywacją parasympatyczną. Długie wydechy, powtarzalny ruch, sensoryczne skupienie. Zmienność rytmu serca poprawia się. Wskaźniki stanu zapalnego spadają. Twój układ nerwowy przechodzi z trybu walki lub ucieczki do trybu odpoczynku i trawienia. Po drugie: system dopaminowy. Badacze z ShanghaiTech pokazali, że neurony dopaminergiczne w brzusznej części nakrywki stopniowo wzrastają podczas opóźnionej gratyfikacji. Im dłużej czekasz na nagrodę, tym więcej dopaminy otrzymujesz, gdy w końcu przychodzi. 48-godzinne ciasto na ciasteczka nie dotyczy ciasteczek. To przetrenowanie twojego układu nagrody na opóźnioną wypłatę. Po trzecie: sieć trybu domyślnego. DMN aktywuje się podczas niskodemandowych czynności, takich jak obserwowanie dzikiej przyrody czy czytanie długich książek. To tam dzieje się kreatywność. Gdzie twój mózg łączy niepowiązane koncepcje. Gdzie rozwiązania pojawiają się bez wysiłku. Paradoks: kultura optymalizacji trenuje korę przedczołową do ciągłego tłumienia DMN. Sieci pozytywne dla zadań dominują. Stajesz się doskonały w odhaczaniu zadań i okropny w oryginalnym myśleniu. Każda powolna czynność to powtórka. Parzenie kawy metodą pour-over to tonizacja nerwu błędnego. Długie książki to trening DMN. 48-godzinne ciasteczka to recalibracja dopaminy. Obserwacja dzikiej przyrody to przywracanie uwagi. Ludzie, którzy wydają się najbardziej produktywni, często mają najwięcej nieschematyzowanego czasu. Ich mózgi mogą faktycznie zakończyć cykle poznawcze, które produkują wgląd. Slowmaxxing to przeciwieństwo lenistwa. To pozwolenie twojemu układowi nerwowemu dokończyć to, co zaczął.