Przypomnijmy sobie jeszcze raz. Akcje są teraz drogie. Jeśli wyjaśnimy kontekst ostatniego wpisu "Fee Fi FOUR Umm...", szczególnie dyskusji na temat oczekiwanej stopy zwrotu związanej z FISV, różnica między oczekiwaną stopą zwrotu na poziomie 20% a 10% w przypadku akcji zwykłych nie jest liniowa, lecz ma strukturę logarytmiczną. Cena akcji odpowiadająca 20% oczekiwanej stopie zwrotu może być uzasadniona jako czterokrotność ceny akcji przy 10% oczekiwanej stopie zwrotu, a w porównaniu do ceny przy 8% oczekiwanej stopie zwrotu może różnić się nawet ośmiokrotnie. To właśnie ten punkt sprawia, że inwestorzy wartościowi przez długi czas wyglądają na głupców. Gdy akcje, które handlują po cenie odpowiadającej 8% oczekiwanej stopie zwrotu (np. 160 dolarów), spadają do ceny odpowiadającej 10% oczekiwanej stopie zwrotu (93 dolary), cena akcji spada o 42%, a ludzie natychmiast zakładają, że coś jest nie tak. Jednak aby ta akcja spadła do ceny odpowiadającej 15% oczekiwanej stopie zwrotu (38 dolarów), musi spaść aż o 76% w porównaniu do 160 dolarów. Na tym poziomie rynek traktuje tę firmę praktycznie jako 'koniec'. Cena odpowiadająca 20% oczekiwanej stopie zwrotu to punkt, w którym wszyscy chcą się poddać i wrócić do domu. A taka szeroka sytuacja pojawia się tylko w okresach, gdy wszyscy rzeczywiście chcą się poddać i wrócić do domu. Tak było na dnie w latach 2008-2009 oraz w drugiej połowie 2002 roku. Początek pandemii COVID-19 w 2020 roku był dość bliski, ale nie aż tak. Tego rodzaju środowisko nie pojawiło się od naprawdę długiego czasu. Inwestorzy wartościowi przez długi czas wyglądali na głupców. Jeśli do tego odpowiednio uwzględnimy koszty wynagrodzeń w akcjach (SBC), amortyzację, amortyzację aktywów niematerialnych, leasing operacyjny/kapitałowy, sytuacja staje się jeszcze gorsza.