Ulubioną grą towarzyską wśród większości „ekspertów” ds. bezpieczeństwa narodowego, których znam, jest debata na temat tego, kto byłby lepszym sekretarzem wojny. Spędziłem cały dzień podróżując z Pete Hegsethem, spotkanie po spotkaniu, wydarzenie po wydarzeniu. Co robiłem najczęściej? Chodziłem po sali i obserwowałem otoczenie. Żołnierze, oficerowie, cywile… to nie ma znaczenia. Kiedy on mówi, wszyscy się pochylają i słuchają. To nie jest tylko kwestia wizerunku. To jest przywództwo. Od dwudziestu lat relacjonuję wiadomości o obronności i nigdy nie widziałem niczego podobnego. Niektórzy powiedzą „on jest tylko majorem” lub „nie ma doktoratu z badań nad bezpieczeństwem” albo „nie rozumie x i y”. Ok, ale ma to wszystko i więcej w zespole, który go otacza. Kluczowe jest posiadanie kogoś, kto potrafi wziąć pracę tej grupy i sprawić, że wszyscy będą słuchać i zwracać uwagę.