Właściwie podobało mi się i doceniłem ‚Jedna bitwa po drugiej’ jako dokument naszych czasów, właśnie dlatego, że był tak niespójny i zdezorientowany. To był libański sen gorączkowy, w którym narracja była dziwacznym i halucynacyjnym pastiszem, który nie mógł się utrzymać. Próbował ‚coś powiedzieć’, ale skończył całkowicie zniekształcony. Był gorliwy i podekscytowany w służbie niczego.