Wszyscy na Twitterze energetycznym prowadzą z Mattem rozmowę w stylu „właściwie to”. Ale ma rację. Wszystkie przedsiębiorstwa użyteczności publicznej powinny „rozliczać się z licznika” dla klientów indywidualnych, tak jak robią to dla klientów komercyjnych i przemysłowych. 1) Klienci są już narażeni na koniec dnia. Wysokie ceny godzinowe trafiają na twoją fakturę poprzez niejasny proces. To nie tak, że obecnie masz to za darmo. Po prostu obecnie nie ma nic, co ty lub twój dostawca energii mogliby zrobić, aby to złagodzić, ponieważ mechanizmy rozliczeniowe nie są bezpośrednie. 2) Oznacza to również, że ci, którzy używają energii najwięcej, gdy jest najdroższa, dostają lepszą ofertę niż ty, ponieważ twoje mniejsze zużycie nie jest rozliczane na podstawie godzinowej. Zamiast tego kształt popytu jest uśredniany wśród grupy klientów i płacisz tę samą średnią cenę, co facet, który uruchamia swoją elektryczną wannę z hydromasażem podczas zamieci. 3) To nie oznacza, że musisz być całkowicie narażony. Ani że musisz śledzić ceny energii jak na giełdzie. Prawie nikt by tego nie robił. Dostawca/handlowiec energii mógłby nadal zabezpieczyć cię, pomóc kontrolować twoje inteligentne urządzenia, aby przenieść zużycie na tańsze godziny itd. Ale jeśli nie ma sygnału cenowego na godzinę i sygnału popytu w twoim domu, do którego mogliby mieć dostęp, ponieważ mechanizmy pomiarowe i rozliczeniowe nie mają sensu, to nie mają sposobu, aby zaoferować ci te usługi. 4) Nie tylko zniechęca cię to do zmniejszenia zużycia, gdy ceny są wysokie, aby zaoszczędzić trochę pieniędzy, brak tego faktycznie podnosi ceny wyżej, niż powinny być. W danym momencie każde źródło generacji w sieci otrzymuje cenę rozliczeniową potrzebną do zaspokojenia popytu. Więc jeśli wystarczająco duże dodatkowe obciążenie w systemie oznacza, że musimy uruchomić jakąś super starą, nieefektywną elektrownię, która jest mniej wydajna niż mój Kia Sportage z 1995 roku, to oznacza, że cała ilość energii konsumowanej musi teraz płacić tę cenę.