Spotkałem dzisiaj inną osobę. Była genialna. Mówiła cicho. Ateistka, która stała się chrześcijanką, kolejny temat, o którym boi się rozmawiać. Nigdy nie poszła na studia, ale samodzielnie nauczyła się cobola i basic w latach 70-tych. Była osobą, do której zwracano się w firmie, gdy potrzebne były instalacje kabli sieciowych w szczególnie ciasnych miejscach. Zasiadała w zarządach i sprzedawała ogromne firmy. Zarobiła miliony w technologii zdrowotnej. Podróżowała po świecie, miała łodzie, domy, ekskluzywne dzielnice. Ostatnią dekadę spędziła głównie jako opiekunka dla członków rodziny w potrzebie. Zajęło jej godzinę głębokiej rozmowy, aby otworzyć się przede mną na temat swojej polityki. Próbowała się powstrzymać. Powiedziała, że nie chce psuć rozmowy. Ale wyczułem, że jest konserwatywna i sprawiłem, że poczuła się komfortowo. UNIKA religii i polityki jak zarazy. Nie dlatego, że nie ma zdania. Jest wystarczająco osiągnięta i mądra, aby przejrzeć na wylot bzdury. Po prostu chce żyć w spokoju. Atakują ją, gdy mówi na te tematy. Nawet w przyjaznej rozmowie. Z rodziną lub z obcymi. Boi się mówić PRAWDĘ. Jest jedną z najlepszych z nas. To jest powszechne. To jest tragiczne. To jest niebezpieczne.