Mam ambiwalentny stosunek do internetu. Z jednej strony łączy nas, uczy i bawi. Z drugiej strony jest ujściem dla ludzkiej wściekłości. Ludzka wściekłość jest brzydka i może wydawać się bardzo okrutna, ale w rzeczywistości wynika z bólu, strachu i bezsilności. Złość, nawet gdy jest źle ukierunkowana, daje poczucie siły. Wściekłość w sieci wydaje się łączyć w danym momencie, ale jest ulotna i ostatecznie izolująca w dłuższej perspektywie. Nie popieram tego. Po prostu zastanawiam się, czy możliwe jest to zmienić. Jako zbiorowość, czy kiedykolwiek z tego wyrośniemy? Po prostu pytania od małego człowieka…
A jeśli nie mielibyśmy internetu, na którym moglibyśmy się wyżywać, jak wyrażalibyśmy nasze uczucia? W zdrowszy sposób, czy może ludzie częściej by szaleli?
99