linia „nie jesteś wystarczająco mądry, aby uczyć swoje dzieci” to czysta iluzja credentializmu. każdy, kto ma IQ powyżej temperatury pokojowej, potrafi podążać za programem i czytać książkę. nauczyciele nie są wybierani ze względu na inteligencję, umiejętności nauczania, kompetencje ani jakąś magiczną zdolność, którą otrzymali po ukończeniu studiów, są wybierani tylko ze względu na zgodność i kwalifikacje po zmarnowaniu czterech lat życia na studiach w jakimś bezużytecznym kierunku, takim jak nauki społeczne. prawdziwym czynnikiem różnicującym jest to, czy ci zależy. rodzic, któremu zależy, zawsze przewyższy nauczyciela, któremu nie zależy. argument „ale socjalizacja” zakłada, że socjalizacja w szkołach publicznych jest dobra (nie jest) i że dzieci uczące się w domu nie mogą uprawiać sportu, chodzić do kościoła, mieć przyjaciół z sąsiedztwa ani rodzeństwa (mogą). system potrzebuje, abyś był od niego zależny, aby zatrudniać inaczej niezdolnych do pracy ludzi i indoktrynować twoje dzieci. dzieci uczące się w domu przewyższają w każdym wskaźniku, nawiasem mówiąc.