Popularne tematy
#
Bonk Eco continues to show strength amid $USELESS rally
#
Pump.fun to raise $1B token sale, traders speculating on airdrop
#
Boop.Fun leading the way with a new launchpad on Solana.

Alexandre Walewski 🇫🇷🇵🇱
Ostatnią rzeczą, którą traci imperium, jest jego arogancja.
Nawet gdy się upokarza, czyni to z megalomanią pijaka.
Istnieje specyficzny, tragikomiczny etap w upadku każdej wielkiej potęgi, w którym przestaje być zagrożeniem i zaczyna być przedstawieniem. Arogancja to jedyna rzecz, która nie wymaga budżetu, funkcjonalnego łańcucha dostaw ani lojalnego społeczeństwa; to nieskończony zasób upadającej elity. Gdy imperium zaczyna gnić, nie wychodzi cicho ze sceny, lecz potyka się o światła sceniczne i rozbija dekoracje, domagając się owacji na stojąco za swoją "odważną reinterpretację grawitacji."
To stan umysłu, w którym jesteś absolutnie pewny, że wygrywasz walkę, nawet gdy aktualnie jesteś trzymany w uchwycie przez rzeczywistość, której odmawiasz uznania.
Historycznie objawia się to jako odmowa dostosowania się do klimatu własnej porażki, podobnie jak oficerowie kolonialni, którzy nalegali na noszenie pełnych wełnianych mundurów i pudrowanych peruk w duszącej tropikalnej wilgoci. Nawet gdy lokalna ludność zaczynała odchodzić, gubernatorzy pozostawali zajęci tym, czy gin jest schłodzony do precyzyjnego standardu imperialnego.
W nowoczesnym kontekście widzimy to w technokratycznej obsesji na punkcie mikro-regulacji, które rządzą najmniejszymi szczegółami życia, podczas gdy makro-struktura się kruszy. Gdy cywilizacja traci zdolność do budowania ogromnej infrastruktury, rozwiązywania kryzysów energetycznych czy wygrywania decydujących konfliktów, zwraca się ku jedynemu, co wciąż może produkować masowo: zasadom. To arogancja arkusza kalkulacyjnego, gdzie klasa przywódcza może nie być w stanie ogrzać domów swoich obywateli, ale absolutnie zapewni, że każde urządzenie domowe ma dwudziestostronicową instrukcję bezpieczeństwa przetłumaczoną na dziesiątki języków.
Najniebezpieczniejszą częścią tego upadku jest ostatni, dziki cios, rzucony, aby udowodnić, że podmiot "wciąż to ma", często nazywany zamachem pijaka. To desperackie próby, aby wyglądać na globalnego gracza, które zazwyczaj kończą się uświadomieniem sobie, że konto bankowe jest puste, a sąsiedzi już wezwali władze. To geopolityczny odpowiednik mężczyzny próbującego zrobić salto na imprezie, aby zaimponować byłemu partnerowi, tylko po to, by skończyć w ortopedycznym gipsie; prawdziwe upokorzenie nie polega tylko na upadku, ale na tym, że naprawdę wierzył, że uda mu się wylądować.
Ta arogancja służy jako mechanizm przetrwania, ponieważ przyznanie się do prawdy spowodowałoby natychmiastowe zniknięcie całej społecznej iluzji. Zamiast tego, upadające imperium podwaja wysiłki, budując lśniące nowe biuro, podczas gdy stare jest przejmowane, lub uruchamiając kampanię rebrandingową dla waluty, która coraz częściej jest używana jako tapeta. Poucza resztę świata o swoich "superiornych wartościach", podczas gdy jego własne stolice zaczynają przypominać plany z postapokaliptycznego filmu.
Ostateczna ironia jednak leży w ciągłym naleganiu na pouczanie reszty globu z kruszejącej ambony. Nawet gdy te zanikające potęgi aktywnie demontują fundamenty swojego dziedzictwa — traktując swoją historię nie jako fundament, ale jako miejsce zbrodni do spalenia — utrzymują dziwną, niezachwianą dumę ze swojego statusu moralnego szczytu świata. Głośno potępiają samych przodków i instytucje, które zbudowały ich cywilizację, a jednak w tym samym oddechu domagają się powszechnego przestrzegania ich najnowszej, ulotnej ramy kulturowej.

99
W Europie nadregulacja stała się mafią, która wyciąga pieniądze z realnej gospodarki jak pasożyt: to klasyczny system ochrony i wymuszenia, który udaje prawo.
Regulacja nie dotyczy już bezpieczeństwa ani standardów; to wymuszenie, gdzie cena istnienia to wieczny hołd dla biurokratycznej klasy, która nic nie produkuje.
Geniusz nowoczesnego zachodnioeuropejskiego państwa polega na jego zdolności do przekształcania nieproduktywności w obowiązkową usługę. Osiągnęliśmy punkt, w którym bardziej opłaca się audytować fabrykę niż ją prowadzić. Ta pasożytnicza klasa stworzyła labiryntową strukturę prawną tak skomplikowaną, że żadna mała firma nie może się w niej poruszać bez zatrudnienia "autoryzowanych" przewodników.
Regulacje są ostateczną bronią antykonkurencyjną. Duże korporacje je uwielbiają, ponieważ mają "działy zgodności", które absorbują koszty. Dla startupu lub firmy rodzinnej nowa dyrektywa UE to wyrok śmierci dostarczony w kopercie manila.
Nowoczesna regulacja "oparta na wartościach" to najnowsza ewolucja systemu ochrony. Zmusza firmy do wydawania miliardów na czysto performatywne raportowanie, odwracając kapitał od B+R i kierując go do kieszeni "zielonego" kartelu audytorskiego, który handluje moralnymi indulgencjami zamiast rzeczywistym wpływem na środowisko.
Rządzą nami ludzie, którzy nigdy nie musieli wypłacać pensji ani zarządzać łańcuchem dostaw. Dla nich regulacja licząca 500 stron to "ramy"; dla osoby na miejscu to duszenie.
Pasożyt urósł tak bardzo, że teraz wierzy, że jest ciałem, nieświadomy, że to jego własna waga ciągnie całą strukturę w dół.

94
Jak to możliwe, że Europa była bogatsza i bardziej rozwinięta przed podbojem rzymskim niż na koniec Imperium?
Ponieważ Imperium Rzymskie wzbogaciło Rzym tylko po to, aby ZRUJNOWAĆ resztę Europy - a w konsekwencji także siebie...
Imperium nie było generatorem bogactwa, lecz najbardziej wyrafinowanym mechanizmem wydobycia w starożytności. Zachowywało się jak rak.
Argument o standardzie życia to rozproszenie uwagi; to, co się liczy, to odporność systemowa.
Przedrzymska Europa była złożoną siecią zdecentralizowanych, wysoko przystosowanych społeczeństw epoki żelaza - Celtów, Iberów, Germanów - które były lokalnie samowystarczalne i antykruchliwe. Rzym zniszczył tę różnorodną ekologiczną odporność, zastępując ją kruchą, scentralizowaną hierarchią zaprojektowaną wyłącznie w celu przekazywania zasobów z produktywnej peryferii do pasożytniczego rdzenia.
Rzym narzucił imperialną monokulturę - ustandaryzowany "pakiet cywilizacyjny" ciężkiej urbanizacji, stałych armii i złożonych biurokracji - która była zasadniczo nieodpowiednia w wielu podbitych terytoriach. Ta wymuszona jednorodność zniszczyła wysoko wyspecjalizowane lokalne gospodarki, które ewoluowały przez tysiąclecia. "Rozwój", którym Rzym się chwalił, był często zasobochłonną fasadą, "modernizacją", która pozbawiała ziemię jej naturalnego kapitału, aby utrzymać architektoniczne i administracyjne obciążenie, na które podstawowe społeczeństwa nie mogły sobie pozwolić. To nie był wzrost; to była likwidacja długoterminowych aktywów na rzecz krótkoterminowej konsumpcji imperialnej.
Dowodem na tę systemową porażkę jest stan końcowy przedsięwzięcia. Europa, którą Rzym napotkał, była wigorująca, rozwijająca się i demograficznie dynamiczna. Imperium po prostu ŻYWIŁO się tym. Następnie Europa, którą Rzym zostawił na Zachodzie w V wieku, była wydrążoną ruiną: wyludnioną, zdeurbanizowaną i ekonomicznie zrujnowaną. Tak zwane "ciemne wieki" nie były jedynie wynikiem barbarzyńskich najazdów; były nieuniknionym delewarowaniem bańki rzymskiej. Imperium osiągnęło maksymalną entropię, konsumując organiczną witalność kontynentu, aby napędzać kilka wieków scentralizowanego nadmiaru, pozostawiając po sobie próżnię, którą trzeba było wypełnić przez tysiąclecie.

99
Najlepsze
Ranking
Ulubione