Powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że moment "przebudzenia z czerwonej pigułki", który ja i inni mieliśmy po huraganie Helene, jest niezwykle rzadki. Byłem naiwny, wierząc, że jeśli po prostu pokażesz ludziom prawdę, to ją zobaczą... i zmienią zdanie. Myliłem się. Może to jest najstraszniejsza część, uświadomienie sobie, że niektórzy ludzie wcale nie CHCĄ się obudzić. Wolą pozostać owinięci w emocje niż stawić czoła rzeczywistości. Uczucia są pocieszające, są ciepłym kocem, w którym, niezależnie od tego, czy się mylisz... możesz argumentować, że twoje INTENCJE są dobre. Wolą żyć w komforcie emocji niż stawić czoła dyskomforcie rzeczywistości. Łatwiej jest CZUĆ się dobrze niż BYĆ w porządku. O wiele łatwiej jest być wściekłym niż być szczerym. Zaczynam rozumieć, że znaczna część ludzi, których znam, faktycznie identyfikuje się z ruchem, do którego należą. Więc kiedy fakty, prawda, kwestionują jakąkolwiek część tej tożsamości... to informacja staje się zagrożeniem dla ich samej tożsamości. Więc w rzeczywistości dzieje się ODWROTNOŚĆ tego, co myślałem, że się wydarzy. Myślałem, że prawda otworzy ludziom oczy... ale dramatycznie niedoszacowałem, jak mocno ludzie trzymają się opowieści, które sprawiają, że czują się bezpiecznie, nawet gdy te opowieści są kłamstwami. Bo gdy raz zaakceptujesz prawdę, nie możesz jej już nie widzieć. Nie możesz wrócić do snu, a niestety zdałem sobie sprawę, że ogromna większość ludzi woli wciąż marzyć. ...