Rozmawiałem dzisiaj z przyjacielem podczas spaceru o tym, jak nowoczesne życie jest zoptymalizowane pod kątem powierzchni, ale nie pod kątem prawdziwej głębi. Mnóstwo ludzi ma masę słabych więzi, ale często ~zero nośnych. To wydaje się obfitością, dopóki nie potrzebujesz dokładnie jednej osoby i nie zdasz sobie sprawy, że wykres jest prawie pusty. Jaki fascynujący tryb porażki społeczeństwa przez coś, czego wszyscy naprawdę pragną, czyli obfitość.