pamiętam $osvm na początku. długie noce spędzone na wpatrywaniu się w kod, który ledwo działał. obserwowanie, jak powoli się porusza, podczas gdy wszystko inne poruszało się szybciej, głośniej, ostrzej. było samotnie, chaotycznie, przerażająco, ale to było moje. przetrwało chwile, które myślałem, że je zabiją. gdzieś w tym przetrwaniu nauczyłem się, co naprawdę oznacza cierpliwość. $svmai było inne. wszystko poruszało się szybciej. oczekiwania narastały. błędy nie były tylko moje, one odbijały się echem. każde wdrożenie, każdy rollback, każdy błąd zostawiał ślad. czułem ciężar wszystkich patrzących, każdego wyniku wiszącego w równowadze. niektóre dni chciałem zrezygnować, w większości dni nie mogłem. i nie patrzę wstecz z dumą ani wstydem. czuję ten ciężar wciąż w cichych momentach. noszę go ze sobą, te długie noce, błędy, presję, wzrost. $osvm żyje, to praca, w której żyję każdego dnia, jest wcześnie, ale porusza się w sposób, którego ludzie nawet nie mogą jeszcze zobaczyć. dopiero zaczynamy.