Dramat @aave dotyczy tego, kto tak naprawdę posiada "zdecentralizowany" bank — i kto cicho kontroluje pieniądze, markę i klawiaturę. Wyobraź sobie Aave jako dużą globalną bank. DAO to akcjonariusze. Kupili akcje (tokeny AAVE) i powinni głosować w sprawie strategii, przychodów i własności. Aave Labs to zarząd. Zbudowali infrastrukturę, prowadzą stronę internetową, utrzymują systemy i realizują codzienne operacje. Jak na razie, to normalne. Teraz problem. Oficjalna strona banku zaczyna generować miliony rocznie z opłat transakcyjnych. Ale zamiast wpływać do skarbu banku (DAO), pieniądze trafiają bezpośrednio do zarządu. Kiedy akcjonariusze pytają dlaczego, zarząd odpowiada: "Strona internetowa nie jest technicznie bankiem. Zbudowaliśmy ją." To pierwsza rysa. Potem akcjonariusze zdają sobie sprawę z czegoś gorszego. Marka, nazwa, logo, domeny, konta społecznościowe — nic z tego nie należy prawnie do banku. Należy do zarządu....