Matt Walsh nie potrafi zrozumieć, a przez to nienawidzi tej "lesbijskiej agitator", ponieważ - w przeciwieństwie do niej - nigdy nie zaryzykował niczego dla jakiejś sprawy, a przez to musi oczerniać każdego, kto to robi, ponieważ są stałym przypomnieniem tego, kim nie jest i nigdy nie będzie. Tylko poprzez poniżanie ludzi gotowych podejmować ryzyko dla swoich przekonań może uciec od tego głośnego głosu w swojej głowie, który nieustannie mówi mu - słusznie - że jest tchórzliwym zerem, które nigdy nie znajdzie wewnętrznej odwagi, aby wykazać cnoty odwagi i siły, które nieustannie wychwala. Dlatego też obsesjonuje się budowaniem kariery, krzycząc o tym, jak męski jest, i przechadzając się, gloryfikując wojny prowadzone przez mężczyzn i kobiety, którzy - w przeciwieństwie do niego - potrafią znaleźć w sobie odwagę. Żyje pośrednio z ich odwagi, ponieważ wie, że sam nie ma jej w sobie. (To podobne do ogromnej liczby ludzi, którzy publicznie i głośno obsesjonują się kontrolowaniem prywatnego życia innych dorosłych, tylko po to, by zostać ujawnionym jako angażujący się w zachowania identyczne lub znacznie gorsze niż te, które ostentacyjnie potępiają). To są słabi i tchórzliwi mężczyźni, którzy są najbardziej niepewni swojej męskości, swojego charakteru, swojego strachu przed poświęceniem się w dążeniu do jakiejś sprawy lub wartości większej niż oni sami. Naprawdę odważni ludzie nie przechadzają się, nieustannie krzycząc o tym, jak silni, męscy i cnotliwi są. To słabi mężczyźni muszą uciekać się do LARPingu, do noszenia kiczowatych, hiper-męskich kostiumów, do nieustannego chwalenia się swoją siłą, mimo że nie mogą wskazać na nic, co kiedykolwiek zrobili, co odzwierciedlałoby jakiekolwiek z tych atrybutów, które głośno dla siebie twierdzą. A przede wszystkim muszą poniżać innych, którzy wykazują te atrybuty w desperackiej nadziei na ucieczkę od wstydu, który ci ludzie w nich wzbudzają.