Gdzieś po drodze w Ameryce stało się powszechnie wiadomo, że można lekceważyć prawo w dowolny sposób, protestując przeciwko jakiejś akcji rządowej lub wydarzeniu, pod warunkiem, że zajmujesz stanowisko marksistowskie i protestujesz przeciwko stanowisku niemarksistowskiemu. Nie wiem, jak do tego doszło. To istota bezprawnego społeczeństwa, ale tak naprawdę nie jest, ponieważ tylko jedna strona politycznego spektrum może być bezprawna, a druga nie (patrz J6, np.) Jakieś teorie? Myślę, że wszystko zaczęło się od strzelaniny w Kent State w latach 60., ale jest tu znacznie więcej do odegrania kulturowo i nie mogę tego do końca zrozumieć. Mam nadzieję napisać na ten temat artykuł, jakieś dobre teorie? Jeśli je wykorzystam, zacytuję cię.