Ta historia nigdy nie przestaje uderzać. Rodzina przeprowadza się do Teksasu, lekko zaniepokojona nowymi sąsiadami. Po drugiej stronie ulicy? 82-letni wdowiec o imieniu Paul Callahan. Zamiast trzymać się na uboczu, pojawia się, pożycza narzędzia, naprawia rzeczy, opowiada historie. Przechodzimy do przodu: Caraballo w zasadzie go adoptowali. Teraz jest "Wujkiem Paulem". Na każde święto. Każde grillowanie. Każdą rodzinną kolację. Kupili mu nowy strój na Dzień Ojca. Uczy tatę, jak naprawić dom, przynosi małe prezenty dla dzieci i może żyć w hałasie, chaosie i miłości, w której dorastał. Stracił swoją żonę. Stracił wszystkich swoich rodzeństwa. Teraz ma całą rodzinę, która odmawia mu samotności. Dowód na to, że dobrzy ludzie wciąż istnieją i czasami rodzina nie znajduje cię przez krew, ale przez serce. Masz historię o "adoptowanym dziadku"? Podziel się nią poniżej. Dziś potrzebuję szczęśliwych łez. 🥹💛