Jestem milenialsami. Nie mam żadnego zainteresowania tym, by w wieku 75 lat wciąż jeździć tam i z powrotem do Waszyngtonu, jakby to było emerytalne hobby. Kiedy będę w tym wieku, będę wychowywać swoje wnuki, obserwować, jak moje dzieci wchodzą w rolę liderów, i robić to, co Amerykanie powinni robić, żyć w społecznościach, którym służymy. Pomysł spędzenia 20 lub 30 lat w Kongresie lub Senacie jest absurdalny. Już ograniczyłem się do jednego mandatu w moim własnym miejscu w Izbie. Mówiłem to poważnie. Ojcowie założyciele nigdy nie zaprojektowali tego jako kariery. Zaprojektowali to jako służbę. Jedziesz do Waszyngtonu. Tworzysz prawa. Potem wracasz do domu i żyjesz pod prawami, które uchwaliłeś. John Cornyn albo nie rozumie tej koncepcji, albo mu to nie obchodzi. 3 marca wyborcy to wyjaśnią. Czas na NOWE pokolenie przywództwa.