Dwie osoby nie żyją, a trzecia została ranna w ciągu ostatnich trzech tygodni tylko w Minneapolis, ponieważ lewacy nie mogą zaakceptować myśli, że druga strona ma coś do powiedzenia w kwestii rządzenia tym krajem, nawet gdy przegrywają wybory. Szczerze wierzą, że mogą robić, co chcą, a jeśli zaangażują się w wystarczającą ilość moralnego oburzenia i dziecinnych aktów przemocy, mogą wymusić pożądany przez siebie wynik jako dokonany fakt. Grupa „bardzo niebezpieczna dla naszej demokracji” utożsamia dosłowną przemoc tłumu z demokracją i skonstruowała metafizykę, w której zawsze mają być u władzy, ponieważ są po „właściwej stronie historii”. Jak można dzielić kraj z tymi ludźmi? Jak możemy w ogóle utrzymać liberalny porządek demokratyczny z jedną stroną, która odmawia uznania legitymacji drugiej? Nie możemy.