Dziś moment w Nowym Jorku. W metrze wbiega dwóch czarnoskórych facetów, zerkając za siebie, z absurdalnie dużą torbą na śmieci. Metro rusza, oni się relaksują i zaczynają żartować, więc pytam, co jest w torbie. Otwierają ją dla mnie, a w środku jest prawdopodobnie 100 koszulek NHL wciąż na wieszakach. Wyglądają legitnie. Krótko mówiąc, czy właśnie dostałem prawdziwego J za darmo, zaczynając rozmowę z przypadkowymi ludźmi? I czy ktoś wie, co to za rzecz?