W zeszłym roku miałem wielkie nadzieje na akcje hongkońskie. Po pierwsze, to były znane wszystkim firmy; po drugie, patrząc na wskaźnik PE, były bardzo niskie, co oznaczało wysoką wartość za pieniądze; po trzecie, w połączeniu z rynkiem A, cała chińska finansjera miała iść w górę. Jednak mimo że miałem rację, zeszłoroczny wynik akcji hongkońskich był dobry, ale daleki od tego, co myślałem, że powinno być. Uważam, że dużą przyczyną jest zbyt duża ilość IPO, które wysysały kapitał. Wcześniej miałem tylko wrażenie, że było ich dużo, ale nie spodziewałem się, że było ich jeszcze więcej, bo w zeszłym roku na giełdzie zadebiutowało ponad sto firm, które wyssały prawie trzy tysiące miliardów, co jest najwyższym wynikiem na świecie. A w tym roku cel jest jeszcze wyższy, jeśli chodzi o pozyskiwanie funduszy, co jest całkiem dobre. Pomyślałem, że lepiej zainwestować w amerykańskie i chińskie akcje.