Czymś, z czym się zmagam, jest to, że wydaje się, iż żyjemy w świecie z większą ilością sztuki w większej liczbie miejsc, tworzonym przez więcej ludzi na wszystkich poziomach socjologicznych, ale wszyscy w „sztuce” są przekonani, że kapitalizm i technologia je zabiły. Nie mam na myśli byle czego. Ludzie tworzą radość, tańcząc częściej, zakładając więcej zespołów garażowych, przygotowując więcej niespodzianek dla swoich bliskich. Tak wiele osób potrafi zagrać DJ-a na imprezie dla swoich przyjaciół, którą zapamiętają na zawsze. Dzielenie się umiejętnościami artystycznymi jest DZIKIE szybkie dzisiaj, dzięki YouTube, więc widzimy, jak niszowe umiejętności artystyczne pojawiają się w społecznościach znacznie częściej niż mogłyby w 1980 roku. Przykłady przeciwne są realne, z filmami Marvela i grami AAA, które dominują w swoich branżach. A jednak w tym roku małe francuskie studio gier indie pokonało wszystkich korporacyjnych gigantów w kategorii gra roku. Jednym z najczęściej oglądanych filmów roku był dziwny film o wampirach w Delcie Missisipi, bez IP w swoim tytule. To wszystko napełnia mnie nadzieją - i ekscytacją! - dla sztuki, kultury i nauk humanistycznych w 2026 roku, nawet jeśli ich największe zwolenniki próbują nas przekonać, że umierają.