dzisiaj po południu, mój szwagier i ja zabraliśmy nasze dwuletnie dzieci 20 mil w góry, aż utknęliśmy ciężarówką w śniegu. potem ciągnęliśmy je na sankach jeszcze kawałek dalej, zbudowaliśmy ognisko i zrobiliśmy gorącą czekoladę. zjeżdżaliśmy z powrotem w dół, gdy księżyc wschodził, a zmierzch znikał. myślałem, że nie może być lepiej, ale teraz jesteśmy w domu, a lucas dumnie opowiada dziadkowi o swojej przygodzie. *gorąco polecam.
dobre przypomnienie dla mnie, że rzeczy, o które twoje dzieci proszą (lub będą prosić) nie kosztują nic poza czasem - w tym przypadku popołudniem. wydawaj swój największy atut mądrze.
79