o autentyczności tak, pokonaliśmy niepokojącą dolinę, jednak puste kalorie syntetycznej treści wciąż nie zaspokajają. po niepokojącej dolinie następuje długi marsz Zenona: coraz bardziej wiarygodne syntetyzowane światy nieustannie pozostają o krok za ludzkim postrzeganiem apetytu na prawdziwe. nie jesteśmy świadomi różnicy, ale wciąż czujemy pewien niedosyt z wyników. Filmy z dużym budżetem, obfitujące w efekty cyfrowe, z ogromną ilością ludzkiej uwagi i troski poświęconej każdemu pojedynczemu kadrze, wydają się mniej "prawdziwe" niż napędzane efektami praktycznymi SciFi sprzed 40+ lat. "One Battle After Another" zadziałało częściowo dlatego, że obsadzili role pomocnicze (wojsko, pielęgniarki, personel przyjmujący do więzienia) ludźmi, którzy pracowali w tych zawodach, a nie profesjonalnymi aktorami. "Szczęki" zrobiły to samo. Miejscowi byli naprawdę miejscowymi. Dla "Project Hail Mary" faktycznie zbudowali pomieszczenia statku; zamiast cyfrowo konstruować obcego, był on marionetką. Gosling mógł grać obok poruszającej się fizycznej rzeczy, której głos był wydawany w czasie rzeczywistym, zamiast rzucać gotowe dialogi do piłki tenisowej na patyku, która miała być uzupełniona w postprodukcji. Publiczność nie "wie", ale w głębokim sensie naprawdę to wie. W świecie zalanym syntezą coraz bardziej będziemy cenić to, co prawdziwe.