Kiedy chodzi o fanów Chelsea, ostatnio naprawdę czuję się coraz bardziej zmęczony tą sytuacją. Szczerze mówiąc, nie ma co marzyć o jakimkolwiek cudzie w Lidze Mistrzów na koniec sezonu, miejsca w pierwszej czwórce praktycznie nie mają już nic wspólnego z niebieskimi. W rzeczywistości, od momentu, gdy Maresca opuścił stanowisko, ostatnia iskra energii w tym sezonie została wyssana. Zostało tylko 7 meczów, ale patrząc na obecny stan drużyny, nie mówiąc już o walce o punkty, na boisku wygląda to jak zbiorowy sen. Czy naprawdę możemy liczyć na to, że w takim stanie nagle nastąpi 180-stopniowy zwrot w końcowej fazie? Gdybym miał teraz choćby trochę wolnych funduszy, z pewnością bez wahania postawiłbym zakład na to, że "Chelsea nie dostanie się do pierwszej czwórki". Choć brzmi to trochę okrutnie, to 20% oczekiwanych zysków, szczerze mówiąc, jest znacznie bardziej stabilne niż występy tych ludzi na boisku. Może to właśnie jest ostatni sposób "hedgingu" dla fanów niebieskich w obliczu brutalnej rzeczywistości. W końcu oglądanie meczów ma być przyjemnością, ale w tym momencie logika i portfel są zdecydowanie bardziej szczere niż emocje. A ty, zamierzasz dalej płacić za te ulotne fantazje?