„Nie obchodzi mnie, czy to było sztuką, czy nie. Robię to, co robię, i zobaczymy, jak to się skończy.” — Harold Cohen, 1970 Dziś rano wszedłem do muzeum M+ po kilku spotkaniach, kradnąc godzinę dla siebie w chaosie tygodnia Art Basel. Mały ekran w rogu pokoju zatrzymał mnie w martwym punkcie. Harold Cohen. AARON. Pionierski „projekt sztuki AI” z lat 70., o którym większość artystów pracujących na styku sztuki i technologii prawdopodobnie nigdy nie słyszała, a szczerze mówiąc, powinna. Cohen był malarzem, który porzucił pędzel, aby gonić za jedną obsesją: czy algorytm naprawdę może tworzyć sztukę? Nie pomagać. Nie generować na zawołanie. Naprawdę tworzyć. Zbudował AARON, aby dokładnie to robił, system, który autonomicznie poruszał ploterem po płótnie, wybierając kolory, komponując formy, podejmując decyzje. Nigdy nie nazywał tego narzędziem. Nazywał to swoim współpracownikiem. Na Wystawie Światowej ’85 w Tsukubie pozwolił AARON-owi podpisać dzieło. Ten moment, maszyna podpisująca obraz w 1985 roku, to most między pracownią Cohena a wszystkim, co dzieje się teraz. Dziś każdy ma coś do powiedzenia na temat AI i sztuki. To chaotyczne, polityczne, ekscytujące, często wyczerpujące, wszystko naraz. Jestem tutaj w Hongkongu z moją galerią Plan X, prezentując prace @ThankYouX i @ClaireSilver na @ArtBasel Zero 10, które żyją w tej rozmowie. Artyści, którzy używają technologii nie jako skrótu, ale jako rzeczywistej substancji swojej praktyki. Bycie częścią tego wydaje się przywilejem i wiele znaczy, że Art Basel daje tej rozmowie przestrzeń, na którą zasługuje. Ludzie tacy jak @eli_schein, @redbeardnft i wielu innych tutaj są dużą częścią tego, co się dzieje, wykonując niezwykłą pracę, aby wspierać artystów, pomagać im się rozwijać i utrzymywać te rozmowy żywe i w ruchu naprzód. Oglądanie tego wideo dziś rano sprawiło, że poczułem, jak coś wskoczyło na swoje miejsce. Cohen miał to wszystko, zanim większość z nas się urodziła. Bez społeczności, bez walidacji. Narzędzia się zmieniły. Hałas stał się głośniejszy. Pytanie nigdy się nie zmieniło. Pięćdziesiąt lat później, oto jesteśmy. Dla każdego artysty w tej przestrzeni, który czasami zastanawia się, czy to, co robi, ma znaczenie, Cohen też się zastanawiał. Po prostu nigdy się nie zatrzymał.