Jak minął mój wczorajszy dzień: > Byłem w Malezji na urodziny żony > Obudziłem się o 6 rano, żeby pojechać do sanktuarium orangutanów > Sanktuarium znajduje się na wyspie, 1,5 godziny samochodem i 30 minut łodzią > Godzinę w drodze dostaję telefon od kolegi, że może być incydent z DNS > W panice piszę ogłoszenia z telefonu > Połączenie jest okropne > Zmuszam kierowcę taksówki, żeby pozwolił mi podłączyć się do jego telefonu, żeby opublikować ogłoszenia > Docieram do przystani i mówię żonie, że musi iść zobaczyć małpy sama > Jest bardzo zła.exe > Spędzam następne 4 godziny stojąc na pustym parkingu na telekonferencji kryzysowej, zajmując się sytuacją z telefonu > Telefon prawie rozładowany, więc idę autostradą do przypadkowej malezyjskiej stacji benzynowej i błagam ich o użycie ładowarki do telefonu > W końcu wracam do hotelu > Spędzam resztę dnia koordynując odpowiedź i zbierając raporty o incydentach > Przegapiłem rezerwację na kolację urodzinową żony