Bar pachniał ambicją, żalem i cytrusowymi perfumami, które kosztowały trochę za dużo jak na to, czym były. Jake poprawił swoją postawę po raz piąty w ciągu dwóch minut, udając, że opiera się swobodnie, podczas gdy wcale nie opierał się swobodnie. Wtedy ją zobaczył. Bez wysiłku cool. „Cześć,” powiedział, lądując gdzieś pomiędzy pewnością siebie a lekkim złym samopoczuciem. „Cześć.” „Co pijesz?” „Coś z tequilą.” „Też to samo,” skłamał. Śmieją się. Działa. Minęła godzina—praca, podróże, wyśmiewanie ludzi, którzy klaskają, gdy samoloty lądują. Jest w swoim żywiole. Nawet używa „AGI” poprawnie. Bar jakoś znika w tle. Ona pochyla się blisko. To jest to. Wkładanie włosów za ucho. Przygotowuje się na pocałunek. Zamiast tego, szepcze mu do ucha: „popcat relative strength.”