Kolega z uczelni skontaktował się ze mną wczoraj wieczorem znikąd. Facet był starszym menedżerem produktu w Google. Zarabiał ponad 320 tys. dolarów rocznie bez problemu. Dom w Austin, troje małych dzieci, żona, która zrezygnowała z kariery, aby zająć się chaosem rodzinnym. Został zwolniony w najnowszej fali restrukturyzacji. Teraz obserwuje, jak oszczędności topnieją w tempie ponad 5800 dolarów miesięcznie, tylko po to, aby opłacić rachunki i nakarmić dzieci. Kredyt hipoteczny, opieka dzienna dla malucha, materiały szkolne, dwa kredyty samochodowe, ubezpieczenie zdrowotne COBRA, które wkrótce wejdzie w życie. Przeanalizował liczby na zimno: może cztery miesiące, zanim będzie po wszystkim. Zawsze był tym głośnym w grupie—chwalił się przyznawanymi akcjami, elastycznością pracy zdalnej, jak Big Tech był niezniszczalny na zawsze. Wczoraj wieczorem podczas rozmowy był cichy. Drżący. Przyznał, że budzi się o 3 w nocy, wpatrując się w sufit, myśląc o tym, co się stanie, gdy konto osiągnie zero. Wysyła aplikacje na potęgę. Ponad 250 wysłanych. Kilka wiadomości od rekruterów, które gasną. Rozmowy kończące się na "skontaktujemy się" i potem cisza. Rynek jest lodowaty, a każde ogłoszenie o pracy dostaje ponad 500 aplikacji w nocy. Powiedział wprost: "Myśleliśmy, że mamy to ogarnięte. Dom, fundusze na studia dzieci, zaplanowane wakacje. Teraz odświeżam strony z ofertami pracy o północy, zastanawiając się, czy będziemy musieli wprowadzić się do teściów." Nigdy nie myślisz, że to ty. Aż dostęp zostaje odebrany, kalendarz zamienia się w miasto duchów, a rachunek hipoteczny i tak się pojawia. Jeśli nadal zbierasz wysokie wynagrodzenie w FAANG lub dużej firmie technologicznej, myśląc, że złote kajdanki i sieć zawsze cię uratują… obudź się. Pas startowy znika szybciej, niż się spodziewasz. DM-y otwarte, jeśli jesteś w tej samej spirali lub obserwujesz, jak ktoś, kogo znasz, się poddaje. Bez osądów. Po prostu szczera rozmowa.