Spójrz na absolutną, przerażającą ciszę globalnej lewicy w tej chwili. Odmówią podniesienia jednego głosu w obronie naszego prawa do dostępu do świata zewnętrznego, po prostu dlatego, że to Islamska Republika odcina prąd. Gdyby internet w Gazie został przerwany na jedną godzinę, ci sami aktywiści leżeli by na asfalcie w zachodnich stolicach, blokując ruch i krzycząc, aż straciliby głos. Ale w przypadku Iranu? Dusi nas 14-dniowy całkowity blackout cyfrowy, podczas gdy szaleńcze milicje Basij strzelają do cywilów na chodnikach w Karaj, a ci moralni krzyżowcy nie wydają z siebie dźwięku. I to nie kończy się na ich milczeniu. Kiedy nieliczni z nas, którzy mają szczęście przetrwać przez cyfrową barykadę, płacąc czarnorynkowe pieniądze za krew, tylko po to, by pozostać online, w końcu docierają tutaj, aby być głosem naszego zamordowanego narodu, ci sami hipokryci aktywnie próbują nas uciszyć. Ich selektywne oburzenie to żart, a ich solidarność to całkowity oszustwo. #DigitalBlackOutIran