Parnas: Problem, z którym boryka się prezydent, polega na tym, że z jednej strony mówi, że to jest wycieczka. Wycieczka, dla mnie, to coś, co robisz na statku wycieczkowym — a z drugiej strony jest wojna, na którą, jeśli kierować się Konstytucją, musisz uzyskać zgodę Kongresu. Nie zrobił żadnej z tych rzeczy, więc nie ma dokładnego przekazu. Sekretarz prasowy Białego Domu mówi, że nie wyklucza poboru wojskowego dla ludzi. Mam na myśli, że kiedy mówią takie rzeczy — niezależnie od tego, czy są prawdziwe, czy nie — na koniec dnia przeciętny amerykański wyborca martwi się o to, czy będzie mógł sobie pozwolić na paliwo jutro, czy będzie mógł kupić jedzenie dla swoich rodzin. Im dłużej spędzają czas na mówieniu o tym, co dzieje się za granicą, tym bardziej przeciętni Amerykanie po prostu to zignorują i nie zaufają temu, co mówi administracja.