Amerykańscy pracownicy biurowi doświadczają tak głębokiego dobrobytu, że angażują się w keynesowskie akty twórczej destrukcji warte dziesiątki tysięcy dolarów, aby wywołać łagodną schizofrenię u swoich współpracowników z firm technologicznych. Klik — klik-klik, klack-klik. Tak w kółko, przez tysiące godzin.