Jedną z najdziwniejszych i najgłupszych rzeczy, które ludzie mówią o naszej obecnej sytuacji, jest: "Nasi przodkowie nigdy by tego nie tolerowali." Formalnie rzecz biorąc, to prawda. Gdybyś wziął grupę anglosaskich housecarlów i przeniósł ich do współczesnej Anglii, byłoby wiele rzeczy, których nie zaakceptowaliby w naszym stylu życia, i nie jest to trudne do wyobrażenia. Ale ta banalna prawda maskuje prawdziwą naturę problemu, którym jest to, że tyrania, pod którą pracujemy, jest wyjątkowo nowoczesną tyranią, która po prostu byłaby nie do pomyślenia i nie do zrealizowania w żadnej wcześniejszej epoce historii, nawet przez znaczną część XX wieku. Tyrania istniała przez tysiące lat, ale nie w ten sposób. Nasza tyrania wymaga masowej polityki demokratycznej, masowej edukacji, masowej rozrywki, masowej komunikacji i masowej inwigilacji, szybkich podróży międzynarodowych, ogromnego aparatu ideologicznego, utrzymującego się poczucia winy po II wojnie światowej i kolonializmie, i wielu innych rzeczy, aby ją podtrzymać. Problem nie polega tylko na tym, że nowoczesny człowiek w jakiś sposób się pogorszył lub nawet zdegenerował - chociaż byłbym ostatnią osobą, która by temu zaprzeczała - chodzi o to, że tyrania jest tak intymna i tak osobista, i dotyka duszy zachodniego człowieka tak głęboko od tak młodego wieku, że staje się to jakościowo innym projektem, aby ją obalić. Tak samo łatwo, buntując się przeciwko systemowi dzisiaj, można go wzmocnić, jak i usunąć. Gdyby tylko było wystarczająco prosto chwycić siekierę i stanąć na progu swojego domu, z synem przy każdym ramieniu, jak w słynny obraz Jüngera z "Przejścia przez las". Nie jest. To projekt, który wymaga wszystkich naszych zasobów mentalnych, emocjonalnych i fizycznych, aby go zrealizować.