Jedną rzeczą, która wydała mi się dziwna, gdy przeszedłem z VC do funduszu hedgingowego akcji publicznych, było to, jak bardzo GP był zaniepokojony możliwością jakichkolwiek naruszeń przepisów dotyczących papierów wartościowych/handlu wewnętrznego. Był niezwykle poważny w tej kwestii i nękał mnie nawet za robienie kontrowersyjnych żartów w naszym czacie roboczym, na wypadek gdyby logi kiedykolwiek były potrzebne w sądzie. Na początku myślałem, że jest paranoikiem, ale potem zdałem sobie sprawę, po spotkaniu z większą liczbą takich osób, że to naprawdę bardzo poważna sprawa i trzeba być w 100% na bieżąco z przepisami. Z mojego doświadczenia wynika, że VC bardzo słabo edukują założycieli (szczególnie finansowo naiwne młode typy inżynieryjne) na temat tego, jak poważnie muszą podchodzić do swoich finansów i raportowania. Ten podstępny osobisty wydatek, który umieszczasz na karcie firmowej i myślisz, że nie zostanie zauważony? Malwersacja. Lepiej miej nadzieję, że nie zostaniesz poddany audytowi. Przypadkowe błędne raportowanie swoich finansów inwestorom? Oszustwo, a stwierdzenie, że popełniłeś niewinny błąd, niestety cię nie usprawiedliwia. To jest najstraszniejsza część. Większość czasu to uczciwy błąd, w którym założyciel po prostu nie wiedział, co robi. To naiwność, ale to wciąż przestępstwo, gdy powierzono ci fundusze – to twoja odpowiedzialność, aby nauczyć się, jak poprawnie raportować, lub zatrudnić ludzi, którzy potrafią to zrobić. Te rzeczy mogą zrujnować twoje życie. Naprawdę nie warto być zbyt swobodnym w tej kwestii.