Coś się stało z tym facetem w Chinach w zeszłym tygodniu. Do tego momentu był idiotycznie agresywny wobec Trumpa i ogólnie żałosny jak wszyscy europejscy elity. Potem w Chinach, w przeciwieństwie do Carney'ego, Starmera, Macrona i reszty, którzy zachwycali się Xi, przynajmniej trochę się powstrzymał. Kiedy wrócił, przyznał, że Europejczycy powinni być wdzięczni za to, co robi Trump, uznając, że sami nie mają nawet zdolności, aby to zrobić. A dzisiaj w Białym Domu kontynuuje tę drogę, nawet krytykując swojego rzekomego partnera z UE, Hiszpanię. Naprawdę niezwykłe.