Całkowicie odrzucam twierdzenie, że jesteśmy bogatsi niż 20 czy 30 lat temu w jakikolwiek istotny sposób. Jakiekolwiek dane, które wydają się to potwierdzać, wyraźnie nie mierzą tego, co chcesz zmierzyć. Nie sądzę, żeby taksówki z burrito miały znaczenie. Uważam, że telefony uczyniły nas nieszczęśliwymi. Nie sądzę, żeby postępy w komunikacji były ważne. Nie obchodzi mnie, że samochody mają więcej funkcji. Nie sądzę, żeby którakolwiek z tych rzeczy miała znaczenie, nawet w najmniejszym stopniu. I z pewnością nie zamieniłbym mojego kraju na więcej tego. Myślę, że dawno temu osiągnęliśmy poziom komfortu, który jest wystarczający. Nie jesteśmy głodni. Nie jest nam zimno. Nie pracujemy na śmierć w polach. Nie zamieniłbym mojej rodziny na więcej rzeczy. Nie zamieniłbym mojego kraju na więcej rzeczy. Ludzie, którzy widzą to całe rzekome materialne bogactwo i myślą, że koszty alternatywne są zbyt duże, by mieć dzieci, lub że musimy oddać kraj obcokrajowcom, aby utrzymać pociąg w ruchu, są moim zdaniem obłąkani, szaleni, zagubieni. A ich uzależnienie od antydepresantów i innych leków zmieniających nastrój wydaje się to potwierdzać.