Wróciłem do rodzinnego miasteczka, zwykłego małego miasteczka. Skill, OpenClaw, te rzeczy, które ostatnio zyskały ogromną popularność w kręgach AI, nikt w moim otoczeniu o nich nie słyszał. Ale oni żyją sobie dobrze, zupełnie nie odczuwając żadnego wpływu. To ja, wracając do miasteczka, wciąż utrzymuję intensywny rytm pracy, czując się jak obcy. Nagle uświadomiłem sobie: to nie oni są oderwani, to ja. Czy my, którzy codziennie gonimy za nowinkami, nie tworzymy sobie tylko dodatkowego stresu? Czy nie wciągnęliśmy się w poczucie pilności, które tak naprawdę nie istnieje?