Ludzie, pisanie _prosoftware_ staje się prawdziwą utraconą sztuką. Wszyscy jesteśmy tak cholernie uzależnieni od oprogramowania z nadmiarem zależności, hiperkompozytowych systemów Frankensteina, gdzie każda drobna różnica wywołuje koszmar weryfikacji transytywnej. A my wciąż udajemy, że abstrakcja jest darmowa. Cóż, zgadnijcie co, to cholernie NIE jest. Każda warstwa wprowadza więcej stanu, więcej przypadków brzegowych, więcej nieokreślonego zachowania i więcej emergentnych interakcji, których nikt naprawdę w pełni nie modeluje. Pamiętajcie: obserwowalność maleje, gdy zwiększa się pośrednictwo. Mam na myśli, że formalne rozumowanie efektywnie się załamuje, gdy efektywna granica systemu to cały ekosystem. A potem wy, ludzie, jeszcze bardziej wkręcacie kod w oprogramowanie z nadmiarem zależności i nieświadomie wrzucacie to z powrotem do tego samego LLM, świetnie. Czy możemy na chwilę zatrzymać tę szaleństwo? Mniej zależności (a jeszcze lepiej _brak_ zależności). Mniejsza zaufana baza obliczeniowa. Deterministyczne kompilacje. Reprodukowalność. Kod, który można naprawdę przeczytać, rozumieć i audytować end-to-end. Prostota to nie nostalgia. To jedyna rzecz, która stoi między nami a cholernym systemowym upadkiem.